Krajowy Plan Odbudowy (KPO) to jeden z największych w historii pakietów wsparcia gospodarczego, finansowany ze środków Unii Europejskiej. Zgodnie z danymi opublikowanymi na rządowych stronach, Polska ma do dyspozycji 25,27 mld euro (113,28 mld zł) w formie dotacji oraz 34,54 mld euro (154,81 mld zł) w preferencyjnych pożyczkach. Środki te zostały przeznaczone na wzmocnienie odporności gospodarki na kryzysy – takie jak pandemia – oraz na finansowanie inwestycji sprzyjających jej długofalowemu rozwojowi. Pieniądze te miały trafić do projektów, które faktycznie napędzą rozwój kraju.
Tymczasem część środków przyznano na cele budzące ogromne wątpliwości. Z listy beneficjentów wynika, że dotacje z KPO poszły m.in. na luksusowe meble do apartamentów na wynajem, wirtualne strzelnice, jachty turystyczne, nalewaki do piwa czy solaria w lokalach gastronomicznych. Projekty te formalnie wpisano w rozwój branży hoelarsko-gastronomicznej (HoReCa), choć z innowacjami czy strategicznym rozwojem gospodarki mają niewiele wspólnego.
To wywołało polityczną burzę i falę krytyki w internecie. Wskazuje się, że wiele firm, które faktycznie chciały wdrażać nowoczesne technologie i zwiększać konkurencyjność Polski, nie otrzymało żadnego wsparcia. Tymczasem inne – z mniej ambitnymi pomysłami – przeszły przez proces oceny i dostały setki tysięcy złotych.
KPO pod ostrzałem: nie chodzi o kontrole, ale o to, że pieniądze trafiły nie tam, gdzie trzeba
Skandal wokół wydatkowania środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) pokazuje, że problem nie leży wyłącznie w tym, iż część beneficjentów otrzymała pieniądze na wątpliwe projekty. Istota sprawy jest głębsza – to nie jest historia o „przypadkowych” błędach ani o tym, że ktoś po prostu wykorzystał lukę. To opowieść o systemie, w którym decyzje o przyznaniu setek tysięcy złotych zapadały przy pełnej świadomości urzędników, komisji oceniających i operatorów programu.
Jak podaje RMF FM, z listy dofinansowanych projektów wynika, że część dotacji przeznaczono m.in. na luksusowe meble do apartamentów na wynajem, wirtualne strzelnice, nalewaki do piwa, solaria dla pizzerii czy jachty turystyczne. Wszystko to w ramach środków, które miały wspierać innowacje i rozwój polskiej gospodarki po pandemii. Tymczasem wiele firm z ambitnymi projektami – faktycznie wpisującymi się w cele KPO – nie otrzymało ani złotówki. W tym gronie są m.in. firmy technologiczne, które miały w zanadrzu wdrażanie projektów, których już na etapie prototypów zazdrościły inne kraje. One mogą już nie wejść do masowej produkcji, bo nie otrzymały wsparcia, a w dalszej kolejności, trudno tu mówić o gospodarczym rozwoju i… wpływach z podatków rosnących w siłę firm. Tak – firmy technologiczne, które z impetem wchodzą także do branży HoReCa.
Ktoś to zaakceptował
Wbrew obecnej narracji rządu z premierem na czele, pieniądze te nie „zniknęły” samowolnie i nie trafiły na konta przedsiębiorców przypadkiem. Aby dofinansowanie zostało przyznane, musiał je zaakceptować cały proces: od operatorów regionalnych, przez panele eksperckie, po urzędników oceniających wnioski. Innymi słowy – ktoś podjął świadomą decyzję, że zakup łodzi na wynajem jest tak samo wartościowy dla rozwoju kraju, jak np. stworzenie linii produkcyjnej nowoczesnych leków.
Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej reaguje dziś, zapowiadając kontrole i szukanie winnych. Wiceminister Jan Szyszko ogłosił, że zaczynają się inspekcje od Rzeszowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, a z końcem lipca odwołano prezes PARP Katarzynę Duber-Stachurską. Problem w tym, że taka reakcja jest spóźniona – pierwsze sygnały o nieprawidłowościach dotarły do resortu kilka tygodni temu.
Owe zapowiedzi kontroli brzmią dobrze medialnie, ale nie rozwiążą podstawowego problemu: systemu przyznawania dotacji. Jeśli kryteria są tak sformułowane, że da się je „obejść” i uzasadnić zakup solarium jako element rozwoju branży HoReCa, to kontrola po fakcie jest tylko gaszeniem pożaru, który samemu się podpaliło.
Z danych przytoczonych przez RMF FM wynika, że w ramach wsparcia dla branży hotelarsko-gastronomicznej (HoReCa) podpisano już ponad 1600 umów na łączną kwotę 1,2 mld zł. W założeniu środki miały pomóc tej branży po pandemii, ale skala tzw. „wnioskowej kreatywności” pokazuje, że brak twardych mechanizmów selekcji i weryfikacji otworzył drzwi do nadużyć.
A co z tymi, którzy przegrali?
Największym przegranym tego systemu nie są wcale podatnicy – choć to oni spłacą unijne pożyczki. To setki przedsiębiorstw, które rzeczywiście chciały wprowadzać innowacyjne usługi, tworzyć miejsca pracy w sektorach o wysokiej wartości dodanej i budować konkurencyjność polskiej gospodarki. Projekty te zostały odrzucone lub w ogóle nie miały szans w starciu z „atrakcyjniejszym” pomysłem na jacht czy luksusowe meble.
To one miały być realnym efektem KPO – fundamentem odbudowy gospodarki, odporności na przyszłe kryzysy i zwiększenia innowacyjności. Zamiast tego część pieniędzy rozproszy się w inwestycjach, które w dłuższej perspektywie nie wniosą nic do strukturalnego rozwoju kraju.
Opozycja nazywa sytuację „jawnym rozkradaniem pieniędzy publicznych”. Rząd zapewnia, że to margines, bo 99,5% KPO idzie na energetykę, ochronę zdrowia czy kolej. Ale właśnie ten margines – jaskrawy, nagłośniony w mediach, emocjonalnie odbierany przez opinię publiczną – pokazuje, że problem nie dotyczy wyłącznie procentów, lecz zasad i priorytetów.
Wnioski z tej historii powinny być proste: transparentne procedury, nieprzekraczalne kryteria oceny i realny nadzór przed przyznaniem środków, a nie medialne kontrole po fakcie. Bo jeśli dziś mówimy o jachtach, to jutro równie dobrze możemy mówić o dotacjach na jacuzzi w biurze – wciąż w imię „innowacyjności”.
Jedną z firm, która uzyskała wsparcie z budzących kontrowersje dotacji z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) dla branży HoReCa, jest pensjonat prowadzony przez żonę Artura Łąckiego, posła Koalicji Obywatelskiej z okręgu szczecińskiego.
– Żona złożyła kilka wniosków, dotację otrzymała – mówi Onetowi poseł.





