środa, 16 września, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

„Strzelać, ale najpierw trzeba wiedzieć, do czego”. Mroczny i absurdalny bilans pomyłek na polowaniach

Choć prawo łowieckie w Polsce nakłada na myśliwych bezwzględny obowiązek identyfikacji celu przed pociągnięciem za spust, kroniki policyjne i sądowe regularnie powiększają się o doniesienia o pomyłkach. Od tragicznych w skutkach postrzałów ludzi, przez zastrzelenia gatunków chronionych, aż po incydenty graniczące z kuriozum. Przyglądamy się sprawom, w których linia obrony „pomyliłem cel z dzikiem” stała się smutnym standardem.

Niedawno informowaliśmy o tym, że w okolicach Złocieńca ktoś zastrzelił rysicę. To zwierzę, znajdujące się pod ścisłą ochroną gatunkową. Policja próbuje ustalić sprawcę, wstępne podejrzenia kierowane są pod adresem myśliwego. Ale czy to był myśliwy, czy kłusownik? Polski Związek Łowiecki także wszczął swoje postępowanie i chce wyjaśnić sprawę, zapewnia, że nie ma zgody na zabijanie zwierząt objętych ochroną.

Zdarzenie poróżniło też internautów: jedni mówią wprost, że myślistwo powinno być zakazane, inni bronią myśliwych twierdząc, że myśliwy na pewno nie jest tu winny. Jedno jest pewne: podczas polowania nie można strzelać do obiektu, co do którego nie dokonało się identyfikacji. Zasada ta jednak często nie jest przestrzegana. W ostatnich latach w Polsce doszło do kilku głośnych tragedii, w których broń palna została użyta bez wymaganego upewnienia się, do czego oddawany jest strzał. I zawsze pojawia się argument: „byłem pewny, że to dzik”. I w ten sposób, za miast do dzika strzelano do ludzi, żubrów, a nawet pomylono dzika z ciągnikiem rolniczym.

Śmierć na poligonie (Szczecin, 2020 r.)

Do jednego z najgłośniejszych zdarzeń doszło w listopadzie 2020 roku na terenie poligonu wojskowego Krzekowo. Podczas nielegalnego polowania 52-letni myśliwy oddał strzał do sylwetki, którą – jak później wyjaśniał – wziął za dzika. W rzeczywistości był to 21-letni żołnierz odbywający ćwiczenia. Mężczyzna zginął na miejscu od postrzału w klatkę piersiową. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, a po śledztwie został skazany przez sąd na karę więzienia.

Tragedia w przyszkolnym sadzie (Kluczkowice, 2020 r.)

Również w listopadzie 2020 roku w miejscowości Kluczkowice (województwo lubelskie) zginął 16-letni uczeń szkoły rolniczej. Chłopiec przebywał w sadzie wraz z rówieśnikami, gdy będący w pobliżu myśliwy (były funkcjonariusz policji) oddał strzał z wnętrza samochodu. Twierdził, że polował na dziki i doszło do tragicznego błędu. Nastolatek zmarł na miejscu.

Zbieracz gałęzi (Karwin, 2019 r.)

W miejscowości Karwin (województwo lubuskie) myśliwy śmiertelnie postrzelił 61-letniego mężczyznę, który zbierał gałęzie na skraju lasu. Sprawca w toku postępowania tłumaczył, że był przekonany, iż oddaje strzał do dzika w gęstwinie.

Pomiędzy tragedią a groteską: Strzały do żubrów i bydła

O ile pomyłki z udziałem ludzi budzą zrozumiałe przerażenie, o tyle przypadki błędnej identyfikacji zwierząt gospodarskich oraz chronionych wprawiają biegłych i opinię publiczną w zdumienie. Masa i gabaryty niektórych celów diametralnie różnią się od dzika.

Puszcza Drawska (2019 r.): W miejscowości Rybaki myśliwy z Belgii, biorący udział w polowaniu komercyjnym, zastrzelił dojrzałego samca żubra o imieniu „Pirat”. Zwierzę ważyło niemal tonę i należało do dziko żyjącego stada. Tłumaczenie sprawcy sprowadzało się do pomyłki z dzikiem w warunkach polowych.

Okolice Łobza (2022 r.): W pobliżu miejscowości Bonin żołnierz zawodowy będący myśliwym zastrzelił kolejnego żubra. W toku postępowania wyjaśniał, że do błędu doszło w warunkach ograniczonej widoczności.

Podobne schematy powtarzają się w sprawach dotyczących zwierząt hodowlanych. W 2021 roku w Bierutowie (województwo dolnośląskie) zastrzelono konia rasy zimnokrwistej przebywającego na ogrodzonym wybiegu. Sprawca tłumaczył, że po zmroku pomylił sylwetkę konia z dzikiem. Analogiczne zdarzenia rejestrowano m.in. w okolicach Przemyśla, gdzie ofiarą pomyłki padło bydło domowe stojące na pastwisku… i to bydło również w ocenie myśliwego, wyglądało jak dzik.

Kategoria osobliwa: Pracujący ciągnik i noktowizja

Jednym z najbardziej zdumiewających incydentów w historii polskich polowań był przypadek z powiatu elbląskiego (2018 r.). Rolnik wykonujący prace na polu ciągnikiem z włączonym oświetleniem i pracującym silnikiem został ostrzelany przez myśliwego. Pocisk trafił w pojazd. W toku wyjaśnień myśliwy wskazywał, że poruszający się obiekt na skraju pola został wzięty za żerujące zwierzę… bo wiadomo, że dziki warczą jak silniki i noszą oświetlenie halogenowe na głowie.

Problem ten nasilił się wraz z upowszechnieniem technologii noktowizyjnej i termowizyjnej. Choć urządzenia te miały ułatwić precyzyjną identyfikację, w praktyce sądowej pojawiają się przypadki, w których myśliwi oddają strzał na podstawie plamy ciepła na ekranie, bez dodatkowej weryfikacji celownikiem optycznym lub wzrokiem.

Prawnicy zwracają uwagę na istotny mechanizm: powoływanie się na „pomylenie z dzikiem” bywa częstą taktyką procesową. Próba wykazania, że sprawca był przekonany, iż strzela do zwierzyny łownej, ma na celu zmianę kwalifikacji czynu – z umyślnego przestępstwa na nieumyślne spowodowanie śmierci lub nieumyślne narażenie na niebezpieczeństwo, co wiąże się ze znacząco niższym wymiarem kary.

Prawo łowieckie pozostaje jednak jednoznaczne: Regulamin polowań nakłada na strzelającego obowiązek 100-procentowej pewności co do celu oraz tła za nim. Wszelka wątpliwość wyklucza pociągnięcie za spust. Przypadki ze Szczecina, Kluczkowic czy Puszczy Drawskiej pokazują, że marginalizowanie tej zasady prowadzi do nieodwracalnych skutków.

 

Popularne Artykuły