środa, 16 września, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Susza w Polsce. Już co czwarta gmina ogranicza zużycie wody

Skala kryzysu wodnego w Polsce rośnie z tygodnia na tydzień. Jak wynika z danych przywoływanych przez ekohydrologa Sebastiana Szklarka, aż 625 spośród 2479 polskich gmin zdecydowało się już na wprowadzenie apeli lub formalnych ograniczeń w zużyciu wody. To oznacza, że problem dotyczy dziś praktycznie co czwartego samorządu w kraju, a lista wciąż się wydłuża. W praktyce oznacza to, że w tych miejscowościach wodę z sieci wodociągowej wolno wykorzystywać wyłącznie do celów bytowych — czyli picia, gotowania i codziennej higieny — natomiast wszelkie dodatkowe formy jej zużycia zostały czasowo wstrzymane lub mocno ograniczone.

Ograniczenia, jakie wprowadzają kolejne gminy, najczęściej dotyczą tych aktywności, które gwałtownie zwiększają zapotrzebowanie na wodę w miesiącach letnich. Chodzi przede wszystkim o podlewanie trawników, przydomowych ogródków, działek i pól uprawnych, napełnianie basenów, a także mycie samochodów, kostki brukowej czy elewacji budynków. Samorządy podkreślają przy tym, że nie jest to zakaz korzystania z bieżącej wody w gospodarstwach domowych, lecz próba ograniczenia dodatkowego, sezonowego zużycia, które w okresach upałów potrafi wzrosnąć nawet dwu- lub trzykrotnie w stosunku do normy. Takie sytuacje notowano już wcześniej w wielu regionach kraju, między innymi w gminach Bukowiec, Radzymin, Wałcz czy Mokobody, gdzie lokalne ujęcia wody zaczynały tracić wydajność, a w sieci wodociągowej spadało ciśnienie. To właśnie te dwa zjawiska — słabnąca wydajność ujęć i spadki ciśnienia — stanowią bezpośredni powód, dla którego władze lokalne decydują się na wprowadzanie limitów poboru wody. Eksperci zaznaczają jednak, że tego typu doraźne ograniczenia przynoszą efekt jedynie w krótkiej perspektywie i nie rozwiązują problemu w dłuższym horyzoncie czasowym.

Zdaniem Sebastiana Szklarka trudności z dostępem do wody nie są ograniczone do pojedynczych miejscowości czy jednego regionu kraju, lecz mają charakter ogólnopolski. Ekohydrolog zwraca uwagę, że infrastruktura wodociągowa w wielu częściach Polski nie została zaprojektowana z myślą o sytuacji, w której duża liczba mieszkańców jednocześnie podlewa ogrody i napełnia baseny podczas fali upałów. Podkreśla, że priorytetem musi pozostać zapewnienie wody do picia, przygotowywania posiłków oraz celów sanitarnych, a dopiero w dalszej kolejności do innych, mniej niezbędnych zastosowań.

Podobnego zdania jest Paweł Staniszewski, hydrolog i klimatolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, który w rozmowie z Zieloną Interią tłumaczy, że wprowadzane przez gminy ograniczenia mają charakter prewencyjny. Ich celem jest zabezpieczenie dostępnych zasobów wody właśnie w okresach, gdy zapotrzebowanie na nią jest największe, czyli podczas fal upałów. Ograniczając wykorzystanie wody z sieci do celów innych niż bytowe, samorządy starają się zmniejszyć chwilowe obciążenie systemów wodociągowych i tym samym ograniczyć ryzyko poważniejszych problemów z jej dostępnością dla mieszkańców.

Źródeł obecnego kryzysu należy szukać przede wszystkim w postępującej suszy hydrologicznej, która dotyka coraz większego obszaru kraju. Charakter opadów w Polsce zmienia się w sposób wyraźnie niekorzystny — zamiast regularnych, rozłożonych w czasie deszczów, coraz częściej występują krótkotrwałe, ale bardzo intensywne ulewy. Woda z takich opadów w dużej mierze szybko spływa powierzchniowo, zamiast wsiąkać w glebę i zasilać zasoby podziemne, przez co deficyt wody wcale nie maleje, mimo że opady formalnie miały miejsce. Do tego dochodzi systematyczny wzrost temperatur, który zwiększa parowanie, oraz rosnące zużycie wody przez mieszkańców w czasie upałów. Wody Polskie zwracają uwagę, że w kraju mogą jednocześnie występować gwałtowne, ekstremalne zjawiska pogodowe i rozległe obszary dotknięte suszą hydrologiczną — te dwa procesy nie wykluczają się nawzajem, a wręcz często idą w parze.

Skala problemu znajduje odzwierciedlenie w oficjalnych ostrzeżeniach. Jak informuje Paweł Staniszewski, susza hydrologiczna obejmuje obecnie zdecydowaną większość terytorium Polski i wiąże się z utrzymującym się od dłuższego czasu deficytem opadów oraz rekordowo niskimi stanami wody i przepływami w rzekach. W kraju obowiązuje obecnie kilkadziesiąt ostrzeżeń hydrologicznych związanych z suszą. Hydrolog podkreśla, że za obecną sytuację odpowiadają przede wszystkim czynniki naturalne — długotrwały brak opadów i wysokie temperatury — jednak nie bez znaczenia pozostaje też działalność człowieka. Zmiany w sposobie zagospodarowania terenu, postępujące uszczelnianie powierzchni gruntu poprzez zabudowę i utwardzanie terenów oraz przekształcanie naturalnych obszarów retencyjnych sprawiają, że tereny stają się bardziej podatne na skutki suszy, a możliwości naturalnego zatrzymywania wody w środowisku są coraz mniejsze.

Najbardziej dotkliwe skutki suszy widać dziś w polskich rzekach, gdzie w wielu miejscach notuje się przepływy wyraźnie niższe od typowych dla tej pory roku, a lokalnie wartości zbliżają się do historycznych minimów. Dotyczy to między innymi Sanu, Bugu, Wisły i Warty. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest utrzymujący się od początku roku deficyt opadów, szczególnie dotkliwy w centralnej, południowej i zachodniej części Polski, gdzie lokalnie suma opadów od stycznia sięgnęła zaledwie kilkudziesięciu procent wieloletniej normy. Prognozy nie napawają optymizmem — utrzymujące się wysokie temperatury będą dodatkowo nasilać parowanie wody zarówno z gleby, jak i z rzek oraz zbiorników wodnych, co w konsekwencji może jeszcze pogłębić obecną suszę hydrologiczną w kolejnych tygodniach.

Konsekwencje niskich stanów wody sięgają daleko poza samą dostępność wody pitnej. Spadające przepływy w rzekach negatywnie odbijają się na funkcjonowaniu całych ekosystemów wodnych — pogarsza się jakość wody, rośnie jej temperatura, a zmniejszone natlenienie szkodzi organizmom żyjącym w rzekach i zbiornikach. Susza zwiększa też ryzyko pożarów lasów, torfowisk oraz terenów trawiastych, a w wymiarze gospodarczym utrudnia żeglugę śródlądową i transport wodny, komplikuje funkcjonowanie przepraw promowych, a przy dłuższym utrzymywaniu się niskich zasobów wodnych może stanowić poważne wyzwanie dla przemysłu wymagającego dużych ilości wody do produkcji. Tego rodzaju skutki widać już dziś — w Stalowej Woli z powodu niskiego stanu Sanu wstrzymano dostawy wody przemysłowej dla kilkudziesięciu odbiorców, a poziom Wisły w wielu miejscach zbliża się do rekordowo niskich wartości.

Fundacja WWF zwraca przy tym uwagę na jeszcze jeden aspekt problemu — niewłaściwe zarządzanie zasobami wodnymi w Polsce, które według organizacji pogłębia skutki kryzysu klimatycznego. Zmienność opadów, czyli naprzemienne występowanie długich okresów bezdeszczowych i krótkich, ale gwałtownych ulew, zamiast bardziej wyrównanych i długotrwałych deszczów nawadniających glebę, to zdaniem WWF bezpośrednia konsekwencja zmian klimatu. Organizacja wskazuje jednocześnie, że masowe wycinki drzew w pobliżu polskich rzek dodatkowo pogłębiają i tak już trudną sytuację hydrologiczną kraju, ograniczając naturalne mechanizmy zatrzymywania wody w krajobrazie.

Popularne Artykuły