wtorek, 6 października, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Świnoujście dla gości premium, nie dla mieszkańców? Jak deweloperzy i sieci hotelowe przejmują miasto

Świnoujście od lat sprzedaje się jako kurort z klimatem – szeroka plaża, promenada, spokojne, kameralne uzdrowisko na końcu Polski. Coraz częściej jednak mieszkańcy mówią o mieście, które traci ten klimat na rzecz nowej, znacznie twardszej logiki: apartamentowców, sieciowych hoteli i inwestycji liczonych w kondygnacjach, a nie w relacji z otoczeniem.

Najbardziej namacalnym śladem tej zmiany są drzewa – a właściwie ich systematyczny ubytek. Latem 2026 roku kolejne drzewa poszły pod piłę przy Wybrzeżu Władysława IV, bo – jak to zwykle bywa w Świnoujściu – kolidowały z nową zabudową mieszkaniową. Wcześniej, na przełomie roku, podobne alarmy dotyczyły Parku Zdrojowego, gdzie mieszkańcy zwracali uwagę, że park z sezonu na sezon traci naturalny charakter. Każda z tych spraw osobno mogłaby uchodzić za lokalny incydent. Razem układają się w wzór: tam, gdzie stoi zieleń, prędzej czy później stanie budynek.

Latem 2026 roku zakończyły się konsultacje społeczne dotyczące planu zagospodarowania dla dzielnicy nadmorskiej – rejonu ulic Bolesława Chrobrego, Uzdrowiskowej i Zdrojowej. Z pism mieszkańców, które trafiły do lokalnych redakcji, wyłania się obraz sporu o znacznie większą stawkę niż jedna działka: o skalę zabudowy całej dzielnicy, dostęp do nieruchomości, miejsca parkingowe i bezpieczeństwo. Mieszkańcy zwracali uwagę na planowane budynki liczące dziewięć kondygnacji, brak wystarczającej liczby miejsc parkingowych i zagrożenie dla pozostałego starodrzewu w tej części miasta.

Podobny opór, choć na mniejszą skalę, pojawił się przy ulicy Jana Matejki, gdzie mieszkańcy osiedla zaczęli zbierać podpisy przeciwko planowanej budowie kolejnego dużego budynku mieszkalnego na terenie spółdzielni. Argumenty są niemal identyczne w każdym z tych sporów: utrata terenów zielonych, zagęszczenie zabudowy, problemy z parkowaniem – czyli koszty, które ponoszą mieszkańcy, a nie inwestor.

Premium ma cenę, którą płacą inni

Skalę zjawiska najlepiej widać w liczbach, a nie w publicystyce. Według danych Narodowego Banku Polskiego za pierwszy kwartał 2026 roku Świnoujście plasuje się w ścisłej czołówce najdroższych rynków mieszkaniowych w kraju – zaraz za Zakopanem i Sopotem, a więc przed samą Warszawą. Rejestr Cen Nieruchomości odnotował w maju 2026 roku wysoką medianę cen transakcyjnych. Jak wynika z analizy rynku pierwotnego nieruchomości, średnia cena ofertowa nowego mieszkania sięgała w czerwcu 2026 roku około 25 tysięcy złotych za metr, a średnia wartość całego lokalu przekraczała milion złotych. Tak wysoki wynik to w dużej mierze efekt drogich inwestycji apartamentowych i nieruchomości wakacyjnych, kupowanych pod najem krótkoterminowy – a nie cena, jaką realnie płaci przeciętny mieszkaniec szukający lokum do życia. Właśnie ten rozjazd między rynkiem „zwykłych” mieszkań a rynkiem luksusowych apartamentów nadmorskich najlepiej tłumaczy, dlaczego statystyki i codzienne doświadczenie mieszkańców Świnoujścia bywają tak odległe od siebie.

Mechanizm jest przy tym dobrze znany z innych polskich kurortów: im więcej inwestycji stawia się z myślą o inwestorach i gościach premium, tym mocniej rosną ceny gruntów i mieszkań w całym mieście – również tych, które z segmentem premium nie mają nic wspólnego. Dla lokalnych rodzin oznacza to coraz trudniejszy dostęp do własnego mieszkania w mieście, w którym mieszkają od pokoleń.

Sytuacji nie ułatwia fakt, że to władze miasta muszą ostatecznie decydować, gdzie kończy się rozwój, a zaczyna nadmierna zabudowa. Prezydent Świnoujścia Joanna Agatowska, sama będąc wcześniej radną krytyczną wobec wycinek pod inwestycje, dziś musi godzić presję deweloperów z oczekiwaniami mieszkańców – i, jak pokazują komentarze w lokalnych mediach, nie zawsze udaje się to bez kontrowersji. Coraz częściej pojawiają się pytania, czy te same standardy ochrony zieleni i przestrzeni publicznej, których broniono przy wcześniejszych inwestycjach, obowiązują też teraz, gdy odpowiedzialność za decyzje spoczywa na obecnych włodarzach miasta.

Co będzie za 10, 20 lat, jeśli nic się nie zmieni?

Jeśli ten kierunek rozwoju utrzyma się bez korekty, Świnoujście za dekadę lub dwie może przestać być miastem w tradycyjnym znaczeniu tego słowa, a stać się sezonowym kurortem obsługującym cudzy kapitał. Wyobraźmy sobie miasto, w którym pas nadmorski zabudowany jest niemal wyłącznie apartamentowcami i condohotelami stojącymi puste przez dziewięć miesięcy w roku, bo ich właściciele mieszkają w Warszawie, Berlinie czy Sztokholmie i wpadają tu tylko latem. Rodziny, które od pokoleń mieszkały w Świnoujściu, systematycznie wypychane przez ceny, przenoszą się do Wolina, Międzyzdrojów albo dalej – zostawiając po sobie miasto, w którym z roku na rok ubywa dzieci w szkołach, klientów w osiedlowych sklepach i mieszkańców głosujących w wyborach samorządowych. Bez rozwoju lokalnego rynku pracy poza sezonową obsługą turystów – bez nowych zakładów, biur, miejsc pracy dających stabilne, całoroczne zatrudnienie – młodzi ludzie po prostu nie będą mieli tu czego szukać.

Najbardziej dotkliwy będzie moment, w którym miasto zorientuje się, że straciło kontrolę nad własnym rozwojem, choć formalnie wciąż ma swój samorząd, swoje plany zagospodarowania i swoje konsultacje społeczne. Gdy pas nadmorski zostanie już zabudowany, a starodrzew wycięty pod kolejne inwestycje apartamentowe, cofnięcie tego procesu będzie praktycznie niemożliwe – drzew nie da się dosadzić w dziesięć lat do stanu sprzed wycinki, a raz wydanych pozwoleń na budowę nie da się odwołać, bo komuś przestało się to podobać. Świnoujście ryzykuje, że stanie się przestrogą, a nie wzorem – miastem, które sprzedało swój charakter za kolejne procenty wzrostu cen za metr, nie zostawiając sobie żadnej alternatywy dla turystyki premium ani żadnego planu na to, z czego będą żyć jego mieszkańcy, gdy sezon się skończy, a inwestorzy znajdą sobie kolejny, jeszcze tańszy kawałek polskiego wybrzeża.

Popularne Artykuły