czwartek, 22 stycznia, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Świt Szczecin blisko historycznego awansu do I ligi, ale widmo… braku stadionu i utraty licencji zagląda w oczy

Świt Szczecin zakończył rundę jesienną na 5. miejscu i realnie liczy się w walce o awans do I ligi. Różnice punktowe są niewielkie, a drużyna udowodniła, że ma potencjał, aby rzucić rękawicę ligowej czołówce. W Skolwinie panuje przekonanie, że dobrze przepracowana zima, kilka celnych wzmocnień i odrobina sportowego szczęścia mogą otworzyć drogę do historycznego sukcesu. Jesienią tego szczęścia czasem wyraźnie brakowało – punkty przepadały po błędach w końcówkach czy niefortunnych decyzjach sędziowskich. Jeśli wiosną los się uśmiechnie, Skolwin może przeżyć jedną z najpiękniejszych wiosen w swojej piłkarskiej historii.

Sportowy potencjał jest. Systemowego – nie ma. Paradoks polega na tym, że nawet jeśli piłkarze Świtu zrobią swoje na boisku, klub może… nie mieć gdzie grać. Awans do I ligi to nie tylko prestiż i większe zainteresowanie medialne. To również twarde wymogi licencyjne, które – jak pokazują ostatnie miesiące – stają się dla Świtu największym ryzykiem. Obiekt w Skolwinie od dawna wymaga gruntownej modernizacji. Klub nie ukrywał, że liczył na środki zapisane w budżecie miasta. Problem w tym, że Rada Miasta głosami Koalicji Obywatelskiej i Zielonych zdecydowała o przesunięciu pieniędzy na inne cele. W praktyce oznacza to wyhamowanie całego procesu.

W efekcie Świt może stanąć przed groteskową sytuacją: sportowo wywalczony awans, administracyjnie… odebrany. Na horyzoncie pojawia się nawet czarny scenariusz – brak licencji nie tylko na I ligę, ale i na grę w obecnej klasie rozgrywkowej, jeśli stadion nie spełni minimalnych wymogów.

Alternatywy? Teoretycznie są, praktycznie ich nie ma

Patrząc na mapę Szczecina, w teorii można by wskazać Stadion Miejski przy Twardowskiego. W praktyce to ślepa uliczka. Obiekt jest w pełni zajęty przez Pogoń – zarówno pierwszą drużynę, jak i rezerwy oraz akademię. Harmonogram jest napięty do granic możliwości. Do tego dochodzi czynnik społeczny, który w Skolwinie jest niezwykle silny. Lokalna społeczność jasno mówi: Świt ma grać u siebie. Kibice deklarują, że mecze „domowe” na Twardowskiego nie wchodzą w grę – „to nie nasza ziemia”, powtarzają, podkreślając silne przywiązanie do lokalnej tożsamości i specyfiki dzielnicy.

W efekcie klub znalazł się w przestrzeni bez wyjścia. Nie ma finansowania na modernizację stadionu, nie ma realnej alternatywy w mieście, nie ma nawet scenariusza awaryjnego przygotowanego przez magistrat.

Świt ma drużynę, która dojrzewa, liczy się w tabeli, a jej rozwój wpisuje się w pozytywną historię lokalnego futbolu. Ale klub płaci cenę za lata zaniedbań infrastrukturalnych oraz brak konsekwentnej polityki inwestycyjnej ze strony miasta. Gdyby awans udał się już teraz – paradoksalnie – mógłby doprowadzić do jednej z najbardziej absurdalnych sytuacji w polskiej piłce. Zamiast radości i fety z historycznego sukcesu, Skolwin mógłby przeżyć wiosnę pełną nerwów, niepewności i rozmów o tym, czy decyzje zza biurka nie przekreślą wysiłków zawodników.

To nie jest pierwszy klub w Polsce, który mierzy się z takim problemem, ale zdecydowanie jeden z najpoważniej zagrożonych brakiem licencji w sytuacji potencjalnego awansu. Świt potrzebuje jednej rzeczy bardziej niż udanych zimowych transferów, potrzebuje jasnej, gwarantowanej decyzji miasta o modernizacji stadionu. Bez tego każda kolejna seria zwycięstw będzie miała w sobie odcień goryczy.

Najbliższe miesiące zdecydują, czy Świt Szczecin zapisze się w historii sukcesem, czy gorzką opowieścią o drużynie, która była gotowa sportowo, lecz została zatrzymana przez decyzje urzędników i brak infrastruktury. Jeśli wiosna ma być tu naprawdę cudowna, potrzeba więcej niż dobrej formy – potrzebna jest odpowiedzialność i odwaga polityczna. Bez niej awans Świtu może okazać się tylko pięknym snem.

 

Popularne Artykuły