Szybkich ładowarek mamy więcej niż Niemcy — niestety na razie tylko pod względem procentowego udziału w sieci. Liczbowo wciąż odstajemy od Zachodu — przypomina „Puls Biznesu”. Po polskich drogach jeździ już ponad 103,5 tys. całkowicie elektrycznych aut osobowych i użytkowych (BEV), a tylko od stycznia do końca lipca przybyło 23,2 tys. takich pojazdów, co oznacza 65-proc. wzrost rok do roku. To miesiące, w których polski rynek faktycznie „zaskoczył” – po raz pierwszy przebiliśmy barierę 100 tys. rejestracji aut na prąd.
Za elektrykami jedzie infrastruktura. Na koniec lipca 2025 r. w Polsce działało ponad 10,7 tys. ogólnodostępnych punktów ładowania, z czego 34 proc. to szybkie ładowarki DC, a 66 proc. wolniejsze AC ≤22 kW. To duży skok wobec ubiegłego roku (ok. 7,6 tys. punktów). W ujęciu flotowym, pod koniec lipca po drogach jeździło 186,6 tys. samochodów osobowych z napędem elektrycznym (w tym 94 017 BEV i 92 573 PHEV). Dane potwierdzają wspólne zestawienia PZPM i PSNM.
Małe miejscowości wciąż na peryferiach zmian
Choć udział szybkich ładowarek w polskiej sieci wygląda nieźle na tle sąsiadów, gęstość i rozmieszczenie punktów pozostają naszym piętą achillesową. Z raportów branżowych wynika, że ponad połowa ogólnodostępnych stacji koncentruje się w zaledwie kilkudziesięciu największych miastach (powyżej 100 tys. mieszkańców). W praktyce oznacza to, że małe miejscowości i miasteczka nadal są „białymi plamami” — kierowcy nie mają pewności, czy doładują auto w drodze do pracy, szkoły czy na zakupy, a podróże międzyregionalne wymagają planowania „pod słupki”.
Skalę wyzwania potwierdzają też unijne wymogi AFIR: strefy ładowania na sieci TEN-T mają być rozmieszczane co 60 km. Eksperci nie wykluczają, że Polska nie zdąży z pełną realizacją tych celów w obecnym tempie, co szczególnie uderza w powiaty i gminy poza głównymi korytarzami komunikacyjnymi. Tymczasem bez równomiernego rozmieszczenia ładowarek — także w małych ośrodkach — tempo adopcji może wyhamować z powodu lęku przed „brakiem prądu po drodze”. Programy wsparcia dla samorządów, uproszczenie procedur i zachęty dla operatorów w gminach poniżej 20–50 tys. mieszkańców pozostają kluczowe, by korzyści elektromobilności nie kończyły się na obwodnicach dużych miast.





