W Choszcznie rodzi się obywatelski ruch, jakiego gmina nie widziała od wielu lat. Nie chodzi już tylko o mieszkańców kilku sołectw położonych najbliżej planowanych farm wiatrowych. Coraz częściej głos zabierają także mieszkańcy innych części gminy. Ich przekaz jest prosty i zaskakująco zgodny: „Dajcie nam spokój. Nie chcemy być zaskakiwani decyzjami, które zmienią naszą okolicę na dziesięciolecia”.
Rozpoczęta właśnie zbiórka podpisów pod obywatelskim projektem uchwały może okazać się jednym z najważniejszych sprawdzianów dla burmistrza i radnych tej kadencji. Nie dlatego, że przesądzi o losie elektrowni wiatrowych. Dlatego, że pokaże, czy samorząd jest gotowy słuchać mieszkańców wtedy, gdy ci organizują się oddolnie i chcą skorzystać z przysługujących im praw.
Inicjatorzy akcji podkreślają, że podpis pod projektem nie oznacza automatycznego sprzeciwu wobec energetyki wiatrowej. Chodzi o coś więcej – o możliwość współdecydowania o kierunku rozwoju gminy. W praktyce mieszkańcy chcą doprowadzić do uchylenia uchwał związanych ze sporządzaniem miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dla lokalizacji elektrowni wiatrowych na terenie gminy.
Coraz częściej mieszkańcy zwracają również uwagę, że spór nie dotyczy wyłącznie farm wiatrowych. W różnych częściach gminy pojawiają się także plany związane z budową biogazowni, które również budzą duże emocje. Choć inwestorzy podkreślają korzyści wynikające z produkcji zielonej energii, część mieszkańców obawia się zwiększonego ruchu ciężarówek, potencjalnych uciążliwości zapachowych oraz wpływu takich obiektów na charakter okolicznych miejscowości. W efekcie rośnie poczucie, że gmina staje się miejscem coraz większej liczby inwestycji energetycznych, podczas gdy oczekiwania lokalnych społeczności pozostają na drugim planie.
To sprawia, że niezadowolenie zaczyna przybierać znacznie szerszy wymiar. Dla wielu mieszkańców nie jest to już debata o jednej farmie wiatrowej czy jednej biogazowni. To dyskusja o całym modelu rozwoju gminy. Coraz częściej można usłyszeć głosy, że mieszkańcy nie chcą być postrzegani wyłącznie jako odbiorcy kolejnych projektów energetycznych. Oczekują rzetelnych konsultacji, pełnej informacji i realnego wpływu na decyzje, które mogą zmienić krajobraz oraz warunki życia na dziesięciolecia. Jeżeli samorząd zlekceważy te nastroje, może się okazać, że dzisiejsza inicjatywa obywatelska będzie dopiero początkiem znacznie większego społecznego sprzeciwu.
To sygnał, którego nie sposób zignorować. Zwłaszcza że jeszcze kilka miesięcy temu dyskusja toczyła się głównie w miejscowościach znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie planowanych inwestycji. Dziś temat wychodzi daleko poza granice poszczególnych sołectw. Mieszkańcy zaczynają zadawać pytania o krajobraz, wartość nieruchomości, kierunek rozwoju turystyki, a przede wszystkim o sposób prowadzenia dialogu społecznego.
Dla władz gminy sytuacja jest wyjątkowo trudna. Z jednej strony inwestycje związane z odnawialnymi źródłami energii wpisują się w krajowe i europejskie strategie rozwoju. Z drugiej strony samorząd nie może ignorować rosnących emocji społecznych. Im większe będzie poczucie, że decyzje zapadają ponad głowami mieszkańców, tym większy może być opór. Właśnie dlatego zbiórka podpisów może stać się czymś więcej niż tylko lokalną inicjatywą. To test zaufania do samorządu. Test tego, czy mieszkańcy rzeczywiście mają wpływ na decyzje dotyczące miejsca, w którym żyją. I test dla radnych, którzy w pewnym momencie będą musieli jasno odpowiedzieć, po której stronie stoją – po stronie dialogu i debaty czy po stronie przekonania, że mieszkańcy powinni jedynie zaakceptować gotowe rozwiązania.
Niezależnie od tego, jaki będzie finał całej sprawy, jedno już dziś wydaje się pewne. W Choszcznie rozpoczęła się dyskusja, która może zdefiniować lokalną politykę na wiele najbliższych lat. A jej wynik będzie miał znaczenie nie tylko dla farm wiatrowych, lecz także dla przyszłych relacji między mieszkańcami a samorządem.





