poniedziałek, 13 lipca, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

W ZCH Police: zgłaszał, że jeden z pracowników pijany przychodzi do pracy. „W nagrodę” dostał dyscyplinarkę

W wielkich zakładach przemysłowych bezpieczeństwo nie jest sloganem. To fundament funkcjonowania przedsiębiorstwa. Szczególnie tam, gdzie pracownicy obsługują instalacje energetyczne, urządzenia pod wysokim ciśnieniem, czy też pracują przy substancjach chemicznych. ZCH Police wyjątkiem nie są, ale zdarzenie, do jakiego doszło w zakładzie, wyjątkowe jest… nie świadczy niestety dobrze o pracodawcy.

 

Bohater tej historii przez lata pracował w Zakładach Chemicznych Police. Jak twierdzi, wielokrotnie zwracał uwagę przełożonym na problem pracownika, który miał pojawiać się w pracy pod wpływem alkoholu. W jednym z przypadków miał zostać przebadany alkomatem, a wynik miał potwierdzić obecność alkoholu w organizmie.

– Wszyscy o tym wiedzieli, nikt z tym nic nie robił – mówi nasz rozmówca.

Jeżeli relacja byłego pracownika jest prawdziwa, mamy do czynienia z sytuacją wyjątkowo poważną. Mówimy bowiem nie o biurze czy magazynie, ale o zakładzie przemysłowym, w którym jeden błąd może mieć konsekwencje dla zdrowia ludzi, bezpieczeństwa instalacji i funkcjonowania całego przedsiębiorstwa. I w tle tej historii znajdują się ubiegłoroczne, śmiertelne wypadki na terenie zakładu, które jedynie potwierdzają, że bezpieczeństwo uzależnione jest od najwyższych standardów bezpieczeństwa i nie ma tu miejsca nawet na odrobinę alkohol. Niestety, według relacji pana Tomasza, zamiast wyjaśnienia zgłaszanych przez niego problemów, sam stał się przedmiotem działań pracodawcy.

– 24 kwietnia, podczas wykonywania obowiązków służbowych, zostałem wezwany przez przełożonego. Na miejscu czekali również pracownicy ochrony. Polecono mi oddać klucze, zabrać rzeczy osobiste i natychmiast opuścić teren zakładu. Zostałem wyprowadzony z zakładu w asyście ochrony, poinformowano mnie, że zostałem zwolniony dyscyplinarnie – relacjonuje pan Tomasz.

Kilka dni później otrzymał pisemną informację o rozwiązaniu umowy o pracę w trybie dyscyplinarnym, czyli na podstawie art. 52 Kodeksu pracy. To jeden z najpoważniejszych trybów rozwiązania stosunku pracy. Stosowany jest w sytuacjach, gdy pracownik dopuścił się ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych. Dla wielu osób oznacza zawodową stygmatyzację i trudności w znalezieniu kolejnego zatrudnienia.

– Byłem tą sytuacją zaskoczony, nie ukrywam. Nikt nie wyciągnął konsekwencji wobec pracownika, który notorycznie był pijany w pracy, a zwolniono mnie, który o tym powiedział przełożonym – komentuje zwolniony pracownik spółki.

Redakcja Głosu Miasta zwróciła się do Grupy Azoty z szeregiem pytań. Chcieliśmy ustalić, czy rzeczywiście doszło do zwolnienia dyscyplinarnego, jakie były jego przyczyny, czy pracownik korzystał z ochrony związkowej oraz jakie działania podjęto po zgłoszeniach dotyczących pracy pod wpływem alkoholu.

Odpowiedź spółki była krótka i utrzymana w oficjalnym tonie.

Przedstawiciele Grupy Azoty poinformowali, że… nie komentują indywidualnych spraw pracowniczych, przyczyn rozwiązania stosunku pracy ani stosowanych procedur kadrowych.

– Jednocześnie podkreślamy, że wszelkie decyzje podejmowane przez Spółkę w obszarze zatrudnienia realizowane są zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, z zachowaniem wymaganych procedur oraz po analizie wszystkich okoliczności danej sprawy – informuje Grzegorz Kulik, rzecznik prasowy spółki.

To odpowiedź, która otrzymaliśmy z biura prasowego Grupy Azoty jest zgodna z korporacyjną praktyką. Problem polega jednak na tym, że nie odpowiada ona na żadne z pytań istotnych z punktu widzenia opinii publicznej. A sednem tej sprawy nie jest dziś wyłącznie konflikt między pracownikiem a pracodawcą. Kluczowe pozostaje pytanie, czy w zakładzie rzeczywiście dochodziło do sytuacji, w których osoba znajdująca się pod wpływem alkoholu wykonywała obowiązki przy instalacjach przemysłowych. Jeśli tak było – jakie działania podjęto? Jeśli nie – czy przeprowadzono postępowanie wyjaśniające, które pozwoliłoby jednoznacznie zweryfikować te zarzuty?

W tym zakresie odpowiedzi zabrakło, a to zawsze zostawia pole do domysłów i obaw.

– Bezpieczeństwo pracowników i instalacji pozostaje jednym z najwyższych priorytetów Spółki. Każde zgłoszenie dotyczące potencjalnych naruszeń obowiązujących przepisów, zasad bezpieczeństwa lub procedur wewnętrznych jest traktowane z należytą powagą i podlega stosownej weryfikacji zgodnie z obowiązującymi regulacjami. Z uwagi na poufny charakter spraw pracowniczych nie możemy udzielić szerszej informacji dotyczących wskazanego przez Państwa przypadku – tłumaczy Grzegorz Kulik.

W tej historii szczególnie niepokojące jest coś jeszcze. W ostatnich latach wiele mówi się o ochronie sygnalistów, czyli osób zgłaszających nieprawidłowości w miejscu pracy. Państwo tworzy przepisy mające zachęcać pracowników do reagowania na zagrożenia i naruszenia prawa. Firmy wdrażają procedury zgłaszania nieprawidłowości. Organizowane są szkolenia, kampanie informacyjne. Tymczasem z relacji byłego pracownika wynika obraz odwrotny. Człowieka, który twierdzi, że zgłaszał problem dotyczący bezpieczeństwa, a następnie sam znalazł się poza bramą zakładu.

Oczywiście nie przesądza to o tym, że miał rację. Nie przesądza też, że decyzja pracodawcy była bezpodstawna. Od oceniania legalności zwolnienia są sądy pracy. I prawdopodobnie w tym wypadku tak będzie:

– Na pewno z byłym już pracodawca będę spotykał się w sądzie pracy – mówi pan Tomasz.

Na własną rękę także szukaliśmy informacji o tej sytuacji wśród innych pracowników spółki. Udało się nam ustalić, że o nadużywaniu alkoholu przez jednego z pracowników, który pracuje przy urządzeniach energetycznych. Jak podkreślali nasi rozmówcy, osoba ta jest powiązana przyjacielsko z kierownictwem działu i jednym z mistrzów w zakładzie, przez co uchodzi jej płazem naruszanie prawa pracy. Nawet związki zawodowe nie są zainteresowane rozwiązaniem tego problemu.

Popularne Artykuły