czwartek, 13 sierpnia, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Wielki protest przeciwników inwestycji okazał się… kameralnym spotkaniem ośmiu osób z liderem PiS. Przylądek Pomerania rusza z kopyta

Oficjalne rozpoczęcie budowy drogi technicznej do Głębokowodnego Terminala Kontenerowego Przylądek Pomerania w Świnoujściu miało być – według zapowiedzi lokalnych sceptyków – momentem wielkiego, społecznego buntu. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te opowieści. Na miejscu pojawiła się „potężna” manifestacja licząca całe osiem osób. Jak się okazało, protestujący nie tyle bronili ekonomii, ile interesów politycznych prezydent miasta, Joanny Agatowskiej.

W poniedziałek w Świnoujściu, w obecności ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka oraz wiceministra Arkadiusza Marchewki, fizycznie ruszyła warta 10 miliardów złotych megainwestycja, która ma uczynić z Polski jeden z najważniejszych punktów na logistycznej mapie Europy. Zamiast skromnych 40 hektarów lądu planowanych przez poprzedników, powstanie aż 186 hektarów nowego terenu i 3 kilometry nowoczesnego nabrzeża o głębokości 17 metrów, zdolnego przyjmować największe kontenerowce świata.

Tymczasem przez ostatnie miesiące w debacie publicznej próbowano budować narrację o rzekomym, potężnym oporze mieszkańców Świnoujścia wobec Przylądka Pomerania. Dzisiejsze wydarzenie miało być tego koronnym dowodem. I rzeczywiście, było – tyle że dowodem na coś zupełnie przeciwnego. Na miejscu zjawili się przeciwnicy inwestycji uzbrojeni w biało-czerwone flagi i trzy transparenty. Służby porządkowe nie musiały jednak wzywać posiłków, ponieważ cała „armia” blokująca rozwój polskiej gospodarki morskiej liczyła… dokładnie 8 osób. Tak frekwencyjna katastrofa ostatecznie zweryfikowała mit o masowym sprzeciwie lokalnej społeczności wobec budowy portu zewnętrznego.

Z braku argumentów ekonomicznych, czas na polityczne wstawki

Najciekawszy był jednak sam przebieg i treść tego kameralnego happeningu. Osoby, które pojawiły się na miejscu, z uporem nie tyle skupiały się na merytorycznej krytyce portu – bo w starciu z miliardowymi zyskami dla budżetu (warto przypomnieć przytoczone przez ministra 56 miliardów złotych z cła, VAT i akcyzy w ubiegłym roku) o argumenty gospodarcze i ekonomiczne niezwykle trudno. Zamiast tego protestujący postanowili odegrać rolę adwokatów Joanny Agatowskiej, prezydentki Świnoujścia. Zgromadzeni niemalże prosili rządzących, by „nie ignorować” pani prezydent, która od dłuższego czasu konsekwentnie rzuca kłody pod nogi projektowi Przylądka Pomerania.

Protestujący, zapewne wbrew swoim intencjom, obnażyli to, o czym w kuluarach mówi się od wielu miesięcy: rzekomy, „społeczny” opór to wyłącznie gra polityczna i potwierdzenie koalicyjnych, wspólnych działań Lewicy i PiS w Świnoujściu. Dzisiejsze wydarzenie udowodniło, że sprzeciw prezydent Świnoujścia nie ma żadnych podstaw merytorycznych, a jest jedynie próbą budowania własnego kapitału politycznego na negacji strategicznego dla kraju przedsięwzięcia.

Żeby politycznej grotesce stało się zadość, w tej niewielkiej grupie wspierającej lewicową prezydentkę Agatowską prym wiódł nie kto inny, jak radny Prawa i Sprawiedliwości oraz wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, Aleksander Dmowski.

Obecność radnego PiS ramię w ramię z obrońcami interesów Joanny Agatowskiej stworzyła wyjątkowo egzotyczny sojusz. Pokazuje to, jak daleko potrafią posunąć się lokalni politycy, gdy na horyzoncie pojawia się szansa na utarcie nosa Warszawie – nawet jeśli ceną jest blokowanie inwestycji o kluczowym, strategicznym znaczeniu dla gospodarki narodowej.

Popularne Artykuły