Krystian Kowalewski, obecny burmistrz Polic, przez lata jako radny opozycji ostro krytykował swojego poprzednika, Władysława Diakuna. W 2022 roku, gdy spółka ZWiK pozwała go za krytyczny wpis w mediach społecznościowych, mówił wprost do burmistrza: „Od dłuższego już czasu z uporem informuję, że w Policach sprawy nie idą w dobrym kierunku i apeluję do Pana o zwrócenie uwagi na sprawy i ludzi, których w mojej ocenie machina urzędowa nie dostrzega. Czasem Pan reaguje, ale coraz częściej ignoruje moje uwagi, które cierpliwie wyrażam przez lata.”
Podczas kampanii wyborczej w 2024 roku nie szczędził słów krytyki wobec sposobu zarządzania gminą:
„Police to miasto bogate, ale źle zarządzane (…) Funkcjonująca od wielu lat w Policach władza samorządowa przestała się sprawdzać. Ignoruje głos mieszkańców.”
Obiecywał gminę „sprawiedliwszą, lepiej zarządzaną i tańszą”, a tuż po objęciu urzędu deklarował:
„Nie chcemy zaczynać od targów politycznych i handlu stanowiskami.”
Dziś, po ponad roku rządów, to sam Kowalewski mierzy się z zarzutami, które sam kiedyś kierował pod adresem poprzednika. I w całej aferze zatrudniania do dziś nie wydał żadnego oświadczenia, nie złożył wyjaśnień, a zarządzany przez niego Urząd Miejski nie udziela wszystkich informacji, co jest naruszeniem prawa.
Afera z radami nadzorczymi i Trans-Netem
Od wielu tygodni przyglądaliśmy się temu, w jaki sposób burmistrz Kowalewski obsadzał rady nadzorcze spółek gminnych. Pierwsze sygnały, które spływały do redakcji, określały działania burmistrza jako „kolesiostwo”. Sprawa dotyczy już co najmniej trzech osób powołanych na eksponowane stanowiska w gminnych spółkach mimo braku wymaganych ustawowo kwalifikacji: Pawła Malinowskiego, Rafała Ignaczaka oraz Adrianny Michaliny Sobczyk. Ta ostatnia, powołana do Rady Nadzorczej PEC S.A., zarobiła na tym stanowisku sporą kwotę, a potem nagle zniknęła… zresztą jak i dwaj poprzedni (Malinowski i Ignaczak). Cała trójka pobierała wynagrodzenia, i to niemałe, mimo że ich wykształcenie nie spełniało wymogów kwalifikacyjnych określonych w ustawie o komercjalizacji i prywatyzacji i nigdy w składzie osobowym rady nadzorczej nie powinni się znaleźć.
Szczególną uwagę zwraca przypadek Rafała Ignaczaka. To polityczny sprzymierzeniec, szef struktur Projekt Police, ktory wyniósł Kowalewskiego na fotel burmistrza. Od 22 listopada 2024 roku pełni funkcję prezesa zarządu i dyrektora spółki Trans-Net – kolejnego podmiotu komunalnego gminy Police.
Warto przypomnieć, że jedna z zamieszanych w sprawę osób, Paweł Malinowski – równolegle pełniący funkcję zastępcy wójta gminy Dobra, po ujawnieniu afery sam podał się do dymisji. Zwrócił również diety pobierane z tytułu zasiadania w radzie nadzorczej, co można odczytać jako pośrednie przyznanie się do nieprawidłowości.
Skoro Malinowski przyznał się niejako do naruszenia prawa i złożył dymisję, zapytaliśmy Kowalewskiego wprost: czy w świetle narastającej afery związanej z politycznym obsadzaniem rad nadzorczych spółek komunalnych w gminie Police zamierza podać się do dymisji – podobnie jak uczynił to Paweł Malinowski, były wicewójt gminy Dobra, którego sprawę również ujawniliśmy?
Burmistrz Kowalewski nie odpowiedział. Milczy.
Jak sam Kowalewski przypominał w przeszłości, sprawowanie funkcji publicznej to kwestia zaufania i odpowiedzialności wobec mieszkańców. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta sama miara powinna dziś dotyczyć jego samego. Jeśli ktoś dopuszcza się nieetycznych działań — obsadza stanowiska wbrew przepisom, ukrywa nieprawidłowości, unika odpowiedzi na pytania obywateli — nie powinien pełnić żadnej funkcji publicznej. To nie kwestia przepisów czy formalnej procedury odwoławczej, ale zwykłego honoru: ktoś, kto naprawdę wierzy w standardy, które sam głosił w kampanii, powinien wyciągnąć konsekwencje wobec siebie, zanim zrobią to za niego wyborcy lub sąd.
Milczenie burmistrza Kowalewskiego w tej sprawie mówi samo za siebie.





