Jesień w Polsce to nie tylko jabłka i grzyby. W parkach i na łąkach dojrzewa dereń jadalny – owoc, który za granicą uchodzi za luksusowy rarytas, a u nas wciąż traktowany jest po macoszemu. Popularnie nazywany „polską oliwką”, dereń potrafi osiągać na zachodnich rynkach ceny sięgające nawet 4,5 tys. zł za kilogram.
Dereń jadalny ma długą tradycję w Europie Wschodniej. W Polsce przez lata rósł głównie dziko, ale coraz częściej trafia też do ogrodów i sadów. Zbiera się go późną jesienią – dopiero wtedy owoce tracą charakterystyczną cierpkość i nabierają pełni smaku. Nadają się do jedzenia na surowo, ale prawdziwe możliwości pokazują w kuchni: robi się z nich konfitury, nalewki, a nawet kiszonki z dodatkiem kminku, które przypominają oliwki śródziemnomorskie.
Podczas gdy w Polsce za kilogram derenia zapłacimy kilkanaście złotych, w krajach Europy Zachodniej ceny szybują do niebotycznych poziomów. Tam dereń traktowany jest jak produkt ekskluzywny, dostępny głównie w delikatesach i restauracjach specjalizujących się w kuchni regionalnej. Różnica w cenach pokazuje, jak bardzo niedoceniony jest ten owoc w kraju jego naturalnego występowania.
Dereń jadalny to nie tylko ciekawostka kulinarna, ale i prawdziwa bomba zdrowotna. Owoce są bogate w witaminy A, E i C oraz w żelazo, dlatego szczególnie polecane są osobom z anemią. Mają działanie przeciwzapalne i bakteriobójcze, wspierają odporność i pomagają organizmowi w walce z infekcjami. W sezonie jesienno-zimowym mogą być więc doskonałym, naturalnym wsparciem zdrowia.





